środa, 30 grudnia 2009

Źródła ciepła

Wasz podopieczny rzadko kiedy zwraca uwagę na
stan i rodzaj powierzchni po której będzie biegał, lub
którą wykorzysta do odbicia się. To oczywiście może z
kolei prowadzić do ciężkich poparzeń.Dotyczy to grzejników
elektrycznych, piecyków gazowych i konwektorowych, kuchni
elektrycznych i gazowych, szklanek z gorącą kawą, czy herbatą.



http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=40

Zbiorniki Wodne

Jako stworzenie z gruntu ciekawskie szynszyla wejdzie w każde miejsce, w którym jeszcze nie była. I chociaż świetnie pływa (jednak nie sprawdzajcie tego - proszę!) to może nie być w stanie samodzielnie wydostać się ze śmiertelnej pułapki, jaka stanowią pojemniki z wodą(akwaria, wazony, napełnione zlewy i wanny, itp.).
 A my nie zawsze musimy być na miejscu, by pospieszyć jej z pomocą!

Zatwierdzenie i Zatrzymanie Kału


Zatwardzenia nigdy nie powinniśmy lekceważyć. Przede wszystkim dlatego, że może być sygnałem, że w organiźmie dzieje się coś niedobrego. Również dlatego, że może ono doprowadzić do całkowitego zatrzymania kału, do skrętu jelit lub równie fatalnego w skutkach co poprzednie - wpochwienia jelita (pod wpływem wzmożonej perystaltyki jelit jedna część jelitka wchodzi w drugą uniemożliwiając jego pracę).
Dlatego już od chwili zaobserowania pierwszych objawów musimy wnikliwie kontrolować rozwój wydarzeń by nie dopuścić do żadnych groźniejszych komlikacji.

Zatwardzenie zaczyna się niewinnie - od pomniejszonych, twardawych lub jakby lekko spieczonych bobków. Stan taki może trwać kilka, albo nawet kilkanaście dni.
Jeśli zatem zaobserwujemy któregoś dnia u naszego podopiecznego, że jego bobki mają inną niż zwykle konsystencję, że stały się mniejsze - drobne, niekształtne, być może nawet ze śladami krwi lub śluzu - powinniśmy zacząć bardzo uważnie obserwować naszego pupila. I to nie na przestrzeni wielu dni - ale najbliższych kilku, kilkunastu godzin.

Jeżeli szynszylek jest właśnie podczas jakiegoś leczenia i dostaje lekarstwa (szczególnie jeśli jest to przedłużajace się leczenie) - skonsultujcie się jak najszybiej z Waszym weterynarzem w kwestii tego, czy dany lek jest dobrze tolerowany przez wątrobę i czy zatwardzenie nie jest może skutkiem podania tego leku (znam przypadki, gdzie prawdopodobną przyczyną zatwardzenia i zatrzymania kału była reakcja ze strony przeciążonej wątroby - i tu uwaga! - inną przyczyną zatrzymania kału może być też silne zatrucie pokarmowe - np. aflatoksynami zawartymi w orzeszkach ziemnych lub spleśniałym sianie!). Jeżeli Wasz lekarz podejrzewać będzie, że przyczyną może być podawane lekarstwo - być może zdecyduje się zastąpić innym dotychczas podawany lek.

Jeżeli też Wasz szynszylek jest akurat na coś chory (jakaś infekcja, schorzenia innego rodzaju) może się zdarzyć, że ilość wydalanych przez niego boków ulegnie znacznemu zmniejszeniu, lub też nie będzie ich wcale. Jest to spowodowane tym, że organizm przestawia się wtedy na samowyleczenie i oszczędzając energię spowalnia do minimum proces trawienia. Kał pojawi się wtedy samoistnie, gdy tylko jego organizm zacznie sobie radzić z chorobą i szynszylek odzyskawszy apetyt zacznie w miarę normalnie jeść. Ilość "wyprodukowanych" bobków zależeć będzie od ilości zjedzonej karmy.

Najczęściej jednak zatwardzenie występuje bez żadnych wyraźnych przyczyn i objawia się po prostu regularnym wydalaniem małych, suchych bobków. W takim wypadku możemy sami spróbować pomóc naszemu ogoniastemu.
Pierwszym ratunkiem - gdy pojawiają się pierwsze suche bobki - jest podanie kilku (ale też nie za dużo, by nie spowodowac wzdęcia!) rodzynek i wypuszczenie naszego szylka na długi, jak najdłuższy spacer (duża porcja ruchu pozwoli nieco "rozruszać" jego układ trawienny i przyspieszy perystaltykę jelit). Jeżeli to nie pomoże - to podać można do zjedzenia: świeże jabłuszko, jogurt owocowy (najlepiej taki z żywymi kulturami bakterii - ale o tym szerzej poniżej), sok ze śliwek, kawałeczek śliwki suszonej, suszoną papaję i ananas (ten sposób skutkuje też w przypadku przytkania przewodu pokarmowego zlepkami wygryzionego futerka - i chodzi tu o zawarte w tych owocach enzymy, które powodują rozmiękczenie włosów; najlepiej zadziała tu świeżo wyciśnięty sok z anansa, gdyż "puszkowy" w pełni go nie zastąpi - i tu uwaga! świeży ananas musi być dojrzały!)




Na zwykłe zatwardzenie dobrze też działa jeden z dostępnych na rynku przecierowych deserków dla niemowląt. - np. śliwka z jabłkiem Gerbera, lub dynia z jabłkiem Bobo Vity. Podac można zwierzątku łyżeczkę lub dwie na początek - podając zwyczajnie na łyżeczce lub delikatnie pipetką (zakraplaczem do oczu) do pyszczka - byle nie na siłę - sam musi to przełknąć - zaś ilość uzaleźniona jest od stopnia zaawansowania zatwardzenia.
No i stale powinno być dostępne sianko, które powoduje nieco luźniejszą konsystencję kału. I dużo wody - można nawet podawac pipetką do pyszczka z jakimś sokiem - żeby tylko chciał pić.

Jeszcze jedna ważna rzecz - oprócz tych wszystkich smakołyczków, które pomagają na zatwardzenia - świetnie na układ trawienny działają bakterie kwasu mlekowego (Acidophillus oraz Bifidobacterium) - pobudzają i normalizują jego pracę. Pomagają one zarówno w przypadku biegunek o różnorakim charakterze - co opisane zostało w artukule powyżej, jak też wykazują zbawiennie działania na zaparcia. Bakterie takie można kupić w każdej aptece w różnych postaciach - są to środki, jakie przepisuje się ludziom po antybiotykach - Lakcid (proszek w ampułkach do rozpuszczenia w wodzie), Trilac, inne. Można podać je z soczkiem w pipetce. W przypadku Lakcidu, który ja stosuję - proponuję by na początek podać 1/3 zawartości fiolki (resztę należy wylać).


Znacznie groźniejsza od zwykłego zatwardzenia jest sytuacja, gdy zauważycie, że od kilku, kilkunastu godzin Wasz podopieczny nie załatwił się w ogóle.
W takim przypadku najlepiej jest podać oprócz lakcidu - także parafinę (Paraffinum Liquidum), którą można kupić w każdej aptece. Podac możemy do 0,5 - 1 łyżeczki. Parafinę najlepiej podać wymieszaną z sokiem malinowym lub słodkim wapnem dla dzieci - tak by zwierzątko wypiło ją samo - wmuszanie jej pipetką do pyszczka, może spowodować dostanie się parafiny do płuc - i w efekcie doprowadzić do zachłystowego zapalenia płuc - fatalnego w skutkach.
W przypadku braku parafiny, albo zamiast niej - możemy też podać na łyżeczce odrobinę dobrej jakości oleju jadalnego lub nawet masła.

W przypadku, gdy przez klikanaście godzin Wasz ogoniasty nie zrobi ani jednego bobka, lub ich stan jest wyjątkowo kiepski (są bardzo twarde, spieczone, malutkie) możecie zdecydować się na zrobienie lewatywy.
Jeżeli to możliwe - dobrze by było, by wykonał ją weterynarz. Ale jeżeli jest późny wieczór lub z jakiegoś innego powodu nie możecie się do niego wybrać ze zwierzątkiem - możecie też spróbowac zrobić ją sami.
Do wykonania lewatywy sporządzić trzeba mieszankę przegotowanej, lekko letniej wody z parafiną, wymieszane w proporcjach 1:1 (to znaczy bierzemy tyle samo wody, co parafiny), a jeszcze lepiej jest zamiast wody zastosować przestudzony napar z rumianku. Jeżeli nie mamy akurat parafiny, a nie chcemy czekać z wykonaniem lewatywy - możemy ją zastąpić świeżym, dobrej jakości olejem jadalnym. Mieszankę tą wlewamy do strzykawki. Konus strzykawki (czyli jej najwęższą część) wkładamy w pupę szynszylka i podajmy z tego 0,5 ml. Weterynarz może wykorzystać do tego cewnik koci - gdyż można go włożyć nieco głębiej (na 2-3 cm) - a lewatywka zadziała wtedy lepiej.

Jeżeli żadne z tych działań nie przyniosło efektów, a Wasz pupil już od blisko doby nadal się nie załatwia (nastąpiło zatrzymanie kału) koniecznie udajcie się do weterynarza - poda on środki przyspieszające perystaltykę jelit.
Nie wahajcie się ani chwili! - bo gdy bobki ulegną zatrzymaniu w jelitach, tworzy się tam zbita i zwarta masa kałowa, która uniemożliwia wydalanie kolejnych. Z godziny na godzinę problem staje się coraz poważniejszy - nie ma więc już czasu na czekanie i samodzielne leczenie. W takim przypadku wymagana jest natychmiastowa interwencja weterynarza.

Sól

Z jednej strony literatura (książki polskich hodowców) wymienia lizawki soli jako element wyposażenia klatki, ale w żadnym innym miejscu książki nie porusza się już tematu zapotrzebowania szynszyli na ten składnik diety. Tymczasem istnieje kilka istotnych przesłanek, które sugerowałyby, że sól z diety szynszyli należałoby raczej wyeliminować. Z jednej strony zaleca się podawanie szynszyli wody przegotowanej, co ma usunąc z niej nadmiar chloru. A przecież w skład soli kuchennej (również soli w lizawkach dla gryzoni) wchodzi właśnie chlor (NaCl)...





Po drugie szynszyla jest zwierzątkiem, które bardzo oszczędnie gospodaruje zasobami wody w organiźmie i pod tym względem znacząco rózni się od innych gryzoni, które w naturalnych warunkach środowiskowych żyły na terenach znacznie bardziej zasobnych w wodę niż suche górzyste tereny Andów - u nich ta gospodarka wodna wygląda nieco inaczej. Tymczasem nadmierne spożycie soli zatrzymuje wodę w organiźmie zwierzątka - sól wiąże wodę w komórkach, co może prowadzić do zaburzenia ich pracy, a nawet pękania ścianek, prowadząc do destrukcji komórki. Stan taki nazywany jest "zatruciem wodnym" lub "przewodnieniem" i opisany został przynajmniej jeden przypadek śmierci szynszyli z tego powodu.
http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=36

Siano

Niezależnie od rodzaju podawanej karmy, powinniście koniecznie zapewnić Waszej szynszyli codzienną porcję siana. Najlepsze jest siano z nasłonecznionych łąk wysokogórskich, nie nawożonych zbyt intensywnie azotem, o składzie chyba najbardziej zbliżonym do diety ich przodków i dzikich krewniaków (polecam świetne sianko alpejskie firmy Vitakraft).
Jeśli jednak nie uda Wam się kupić siana górskiego, to dobre będzie każde inne, o ile tylko spełni ono kilka podstawowych warunków. Siano powinno być przede wszystkim bardzo dobrej jakości, pachnące, o ładnej zielonej barwie, świetnie wysuszone. Zawilgocone, a tym bardziej ze śladami pleśni - absolutnie na nadaje się dla naszych maluchów, gdyż ze względu na zawartość pewnych specyficznych toksyn, na które szynszyle są szczególnie wrażliwe - może doprowadzić do ich śmierci. Szczególną uwagę na jakość siana należy zwracać w okresie wiosennym, gdyż właśnie wtedy najczęściej zdarzają się przypadki sprzedaży siana zleżałego i zawilgoconego.





Siano nie powinno być ani zbyt wilgotne, ani zbyt suche. Istnieje bardzo prosty test na ocenę stopnia jego wilgotności.
Weźcie do ręki porządną garść siana i spróbujcie skręcić je w sznur.
Jeśli sznur natychmiast się rozkręcił, a siano się kruszy i łamie na całej długości - jest zbyt suche i prawdopodobnie bezwartościowe. Jeśli natomiast po puszczeniu go zachowało niezmienny kształt sznura i nie rozkręca się - jest stanowczo zbyt wilgotne. Takie siano należy dobrze wysuszyć w otwartym pojemniku, a jeszcze lepiej w ogóle go nie używać. Właściwa wilgotność siana sygnalizowana jest tym, że sznur z siana rozkręca się, zachowując jednak z grubsza jego kształt. Takie siano zachowało w pełni wszystkie swoje wartości i jest bezpieczne dla zdrowia Waszej szynszyli. Jeśli jednak staniecie kiedyś przed wyborem: wilgotnawe, czy wysuszone na wiór - zdecydowanie wybierzcie suche - dzięki temu nie narazicie szynszyli na niepotrzebne niebezpieczeństwo.
Siano należy oczywiście przechowywać w miejscu suchym, przewiewnym, niedostępnym dla innych gryzoni, które mogą być nosicielami różnych czynników chorobotwórczych.
I to tyle straszenia....
Sianko można podawać naszym futrzakom w dość dużych ilościach, bez ryzyka ich przekarmienia. Jeśli jednak nie znamy pochodzenia siana - a mamy na przykład podejrzenie, że może pochodzić ono z łąk intensywnie nawożonych chemicznie - ograniczmy jego ilość do 30 -50 gram na jedno zwierzątko, co odpowiada przeciętnemu zapotrzebowaniu szynszyli na ten produkt.

http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=38

Woda

Wodę najlepiej jest podawać szynszyli w specjalnych poidełkach kulkowych dostępnych w sprzedaży w sklepach zoologicznych. Poidełko dopełniamy przegotowaną lub źródlaną (niegazowaną!) wodą. Ale uwaga - jeśli zostawimy choć trochę pustej przestrzeni we wnętrzu poidełka prawdopodobne jest, że będzie ono kapać, szczególnie w cieplejsze dni. Lepiej więc zawsze dopełniać je do końca. Wodę należy bezwzględnie wymieniać codziennie, niezależnie od tego, czy zwierzątko wypiło całą zawartość czy nie. Zapotrzebowania wodne szynszyli są zresztą bardzo małe i dopóki szynszyla pije coś w ogóle, nawet w bardzo małych ilościach, wszystko wydaje się być w porządku. witaminy i kompleksy mineralne rozpuszczalne w wodzie.



 Do wody można dodawać kompleksy witaminowe rozpuszczalne w wodzie, np. preparat witaminowy "Liebens - Vitamine" lub uzdatniacz do wody "Trink - Fit" firmy Beaphar. Istnieje też cała gama preparatów mineralno - witaminowych przeznaczonych specjalnie dla szynszyli, lub wykazujących konkretne działanie lecznicze lub wzmacniające - znacznie jednak trudniejszych do zdobycia - możecie jednak sprawdzić w hurtowniach weterynaryjnych lub spróbować je sprowadzić przez waszego weterynarza.
Poidełko należy co jakiś czas dokładnie wymyć gorącą wodą (uwaga jednak na plastikowe ścianki poidełka - łatwo miękną pod wpływem wrzątku) i szczotką do butelek. Na wewnętrznych ściankach rozwijają się bowiem różne gatunki glonów, a niektóre z nich mogą być szkodliwe dla zdrowia naszych podopiecznych.
http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=34

Przewody elektryczne

Nie bez powodu tą pozycję umieściłam na liście jako pierwszą. Przeciętna szynszyla ma po prostu bzika na punkcie przewodów elektrycznych, przy czym szczególnie przepada za tymi, które znajdują się pod napięciem. Niestety - ta pasja naraża je na niebezpieczeństwo dwojakiego rodzaju. Po pierwsze istnieje realne ryzyko zablokowania jelit połkniętymi i całkowicie niestrawymi częściami przewodu (przy czym zarówno polwinit jak i metalowe części żył przewodzących są tu jednakowo groźne). Równie fatalne w skutkach może być dla nich dogryzienie się do części przewodu pozostających pod napięciem. Nie dajcie się zwieść temu, że Wasza szynszyla zrobiła to raz, czy dwa i do tej pory żyje - na fermach szynszyle najczęściej zabija się właśnie prądem elektrycznym. Po prostu Wasz podopieczny miał do tej pory więcej szczęścia niż rozumu.
(Mój Pufcio)
 Najlepszym możliwym środkiem zapobiegawczym jest zwyczajnie usunięcie wszystkich przewodów pozostających w zasięgu zębów szynszyli - w tym również tych, co do których wydaje nam się, ze są bezpieczne, a więc znajdują się w pozornie niedostępnych miejscach, tj. za szafą, pod komodą, pod dywanem lub np. na wysokości powyżej 0,5 m. Jeżeli jednak stworzenie takiej "strefy bezpieczeństwa" jest z niemożliwe - kupcie po prostu w najbliższym sklepie elektrycznym listwy instalacyjne. Są one dostępne w dość dużym wyborze po bardzo rozsądnej cenie. To jaki ich rodzaj jest Wam potrzebny - sami już wiecie najlepiej.
http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=33

Tworzywa sztuczne


Sposób testowania nowych i nieznanych szynszylom substancji to ugryzć, posmakować i podjąć decyzję co z tym dalej zrobić, no i... ewentualnie wypluć. Będą w ten sposob próbowały zaznajomić się z wieloma otaczającymi je przedmiotami, wykazując często zainteresowanie substancjami groźnymi dla ich zdrowia.


                                                                           (Mój Pufcio)
 Mogą to być na przykład takie elementy pokoju jak: winylowe tapety, foliowe torebki, plastikowe dna klatek, klawisze od pilotów, kawałki tkanin, tynk, czy wspomniane już przewody elektryczne.Stwarza to zagrożenie, ze kawałki tych substancji zablokują przewód pokarmowy Waszej szynszyli, prowadząc w efekcie do śmierci w strasznych męczarniach. Rokowania w takim przypadku sa na ogół złe, a rozmiar naszego gryzonia raczej wyklucza szansę na pomyślne wykonanie operacji chirurgicznego odblokowania zaczopowanego fragmentu jelita.
http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=31

Wysokie półki, szafy, belki konstrukcyjne

Każda szynszyla będzie się starała wejść najwyżej

jak to tylko możliwe, gdyż taka pozycja zapewnia jej 

dobry punkt obserwacyjny i daje poczucie bezpieczeństwa.




Gdy zaś się już tam dostanie (często Bóg Jeden i ona 
sama wiedzą jak i którędy!) może próbować zeskoczyć 
z niebezpiecznej dla niej wysokości.

Pierścień z futra

Opisany tu problem jest zjawiskiem, występującym stosunkowo często u aktywnych seksulanie samyczków. I tu uwaga - proszę by zagrożenia nie zbagatalizowali Ci, którzy chodują jedynie same samczyki - bo problem dotyczy nie tylko par mieszanych, jak wtedy gdy trzymamy samiczkę i samczyka, ale też grup złożonych z samych samczyków (po prostu Matka Natura jest w pewnej kwestii znacznie bardziej liberalna niż my...).

Unikanie zagrożenia jest łatwe i jedyne co musicie zrobić - to raz na 3, 4 tygodnie przeprowadzić okresową kontrolę, która przy pewnej wprawie zajmie Wam nie więcej niż minutkę.

Szynszyla, to chyba jedyne zwierzątko na świecie, któremu zagrażają (i to śmiertelnie zagrażają) jego własne gęste kłaczki. Zdarza się, że podczas intensywnego stosunku, włosy partnera lub nawet jego własne zwijają się w ciasny pierścionek futra dookoła penisa, skutecznie blokując dopływ krwi do tego wrażliwego organu.
W skrajnych przypadkach może to prowadzić do braku możliwości wydalania moczu, albo nawet do martwicy penisa.
W przypadku, gdy dojdzie już do martwicy, dalsze postępowanie jest bardzo trudne, gdyż jeśli dotyczy ona większej części prącia - trzeba amputowac je w całości. Jest to zabieg trudny do wykonania u szynszyli i nie zawsze skuteczny - gdyż czesto po operacji i tak dochodzi do zarośniecia cewki moczowej, a co za tym idzie do zatrzymania moczu i zatrucia organizmu (mocznica).

Bywa, że włosy zaciskają się łagodnie - co zresztą najczęściej ma miejsce - samczyk wtedy sam poradzi sobie z pierścieniem - po prostu ściągając go ząbkami.

Czasem jednak wymagana jest nasza ostrożna, lecz skuteczna interwencja.
Zaniepokoić nas powinno przede wszystkim charakterystyczne przeciąganie się samczyka tylną cześcią ciała lub częste sieganie przez niego pyszczkiem do brzuszka. Ale ponieważ żaden z tych sygnałów może się mimo wszystko nie pojawić - dobrze jest robić po prostu okresowe kontrole.

Podczas takiej kontroli samczyka należy ułożyć brzuszkiem do góry na naszych kolanach - i przytrzymując go delikatnie lecz pewnie (dobrze jest gdy robią to dwie osoby) - uważnie obejrzeć mu jego meskość.
Zdrowy penis powinien całkowicie mieścić się w napletku. Widoczny wtedy będzie tylko napletek - zwykły cielisty spłachetek skóry okrywający prącie. Jeżeli nie wiecie jak wygląda stan prawidłowy - możecie porównać go z innym samczykiem lub nawet z samiczką - różnice w wyglądzie tej części ciała, kiedy penis znajduje się w stanie spoczynku - są naprawdę niewielkie...
Jeśli jednak penis owinięty jest pierścionkiem z futra, prawdopodobnie napuchnięty i powiększony będzie choć trochę wystawał z napletka - będzie po prostu widoczny. W skrajnych przypadkach biedne zwierzątko nie jest w stanie w ogóle schowac penisa i włóczy go za sobą. Oczywiście w każdym z tych przypadków należy się podjąć jak najszybszej interwencji. Jeśli jesteście sami (tylko jedna osoba) lub powątpiewacie we własne siły - idźcie do weterynarza. Jeśli macie odwagę - zróbcie to sami.


(Mój Pufcio)
Podczas zabiegu jedna osoba trzyma samczyka bardzo pewnym, stabilnym chwytem. Druga musi w tym czasie bardzo delikatnie odciągnąć napletek do miejsca, gdzie znajduje się pierścień włosów i wspomagając się pincetką - bardzo ostrożnie go zsunąć. Czasem jest on tak zgremplowany, że trzeba pomalutku - wręcz po jednym kłaczku niemal rozsnuć sploty, by tak poluzowany ściągnąć z prącia. W szczególnie trudnych przypadkach pomóc można sobie wazeliną lub chociaż oliwką. Ale w przypadku moich maluchów nigdy nie było to konieczne.
Jeśli stan nie był groźny lub nastąpiła szybka interwencja z naszej strony - samczyka wystarczy po tym wypuścić, by sam doprowadził się do porządku. Jeśli jednak penis jest mocno spuchnięty, siny i samczyk nie może schować go do napletka, dobrze jest przyłożyć kompres z chłodnej wody z roztopionego lodu. Może to być też okład z altecetu lub wody z octem. W takim przypadku dobrze też bedzie udać się do weterynarza, który prawdopodobnie zapisze antybiotyki.

Podczas tej procedury samczyki często wykazują się dużym spokojem - oczywiście już podczas właściwej "fazy działań" - bo przy odciąganiu napletka na pewno będą się dzielnie bronić.

http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=28

Wybieg

Duża ilość ruchu jest szynszyli niezbędnie potrzebna. Od tego zależy zarówno stan jej zdrowia, odporność organizmu, ale też co dla tego małego wrażliwca jest bardzo ważne - dobre samopoczucie. Jeśli zatem zapewnimy szynszyli tzw. swobodny wybieg, czyli po prostu damy jej możliwość pobiegania sobie po wyznaczonym specjalnie do tego celu obszarze mieszkania, to możemy mieć niemal całkowitą pewność, że nasz podopieczny będzie u nas szczęśliwy. Jeżeli ponadto okażemy mu dużo ciepła i troski to będziemy mieli za przyjaciela zrównoważone zwierzątko o silnej i niepowtarzalnej osobowości.To zresztą właśnie te chwile, gdy nasza szynszyla buszuje na wolności, pozwalają nam jak żadne inne poznać jej charakter, zadzierzgnąć pomiędzy nami cieplejsze stosunki, okazać jej w pełni naszą czułość i bliską obecność, której ona tak bardzo potrzebuje. Ale swobodny wybieg to też szereg warunków, które musimy spełnić by zapewnić naszemu domownikowi całkowite bezpieczeństwo gdyż bezpiecznym z pozoru domu na szynszylę czyha wiele niebezpieczeństw. Dlatego też przygotowując pomieszczenie, w którym będzie biegać szynszyla musimy dokładnie je obejrzeć pod kątem istniejących zagrożeń. Choć może to wyglądać komicznie - najlepiej jest zrobić to z pozycji szynszyli - czyli z pozycji klęczącej. Obraz pomieszczenia, jaki w ten sposób uzyskamy da nam jako takie pojęcie, co jest, a co nie jest w zasięgu naszego zwierzątka - gdyż na taką wysokość może ona doskoczyć bez większego wysiłku. Gdy się postara - może i wyżej... Sprawdźmy zatem przede wszystkim, czy w zasięgu jej zębów nie znajdą się kable elektryczne, jakakolwiek chemia i lekarstwa, akwaria lub inne otwarte zbiorniki wodne, kwiaty cięte lub doniczkowe, czy też co tam nam jeszcze przyjdzie do głowy. Po prostu wykażcie się dużą wyobraźnią, gdyż na co byście nie wpadli - Wasza szynszyla i tak na pewno Was zaskoczy. Na wszelki wypadek poszerzmy więc nieco szacowaną strefę bezpieczeństwa, którą my sami uznalibyśmy za bezpieczną, gdyż z doświadczenia wiem, że te małe nicponie nie przestają nas zadziwiać swoją umiejętnością pakowania się w kłopoty. Z jej zasięgu usuńmy zatem wszelkie niebezpieczne dla niej przedmioty, przestawiając je znacznie wyżej lub najlepiej wynosząc do innego pokoju.
(Mój Pufcio)
 Zwróćmy też uwagę na możliwość ucieczki naszego podopiecznego przez otwarte drzwi lub okna - ich ciekawość eksploracji świata jest bowiem przeogromna - silniejsza nawet niż strach przed nieznanym. A gdy już obejrzymy wyższe rejony pokoju - pora zająć sie niższymi. Nie uwierzycie (dopóki nie ujrzycie!) jak bardzo płaska może się stać szynszyla byleby tylko dostać się pod swoją ulubioną komodę lub za szafę! Dlatego miejsca trudno (dla Was - opiekunów) dostępne najlepiej jest zagrodzić, albo chociaż przejrzeć uważnie pod kątem bezpiecześstwa - jeżeli tylko nie przeszkadza Wam, że maluch będzie tam wchodzić. W pokoju można poustawiać gałęzie lub pieńki drzew, można poukładać kawałki rur PCV o różnych ksztatach, które staną się dla szynszyli systemem norek, a wśród których będzie ona z prawdziwą przyjemnością buszować. Można wreszcie samodzielnie zbudować z drewna konstrukcję podobną do "zabawek - drapaczek" dla kota, składającą się z systemu półek i platform, po której szynszyla będzie skakać. Możliwości jest naprawdę wiele. Szynszyla powinna być wypuszczana codziennie, w godzinach wieczornych, kiedy rozpoczyna się dla niej okres pełnej aktywności. A to czy wasze zwierzątko już się obudziło - najlepiej będziecie wiedzieć sami. Moje na przykład ożywiają się zwykle po godzinie 18-tej. Czas biegania w zasadzie jest dowolny jeśli idzie o górną granicę. Dolną jest godzina, półtorej - i jest to naprawdę niezbędne minimum. Zresztą szynszyla nie będzie biegała cały czas - pozostawiona samej sobie, będzie kolejno przechodziła przez fazy wzmożonej energii do działania - biegając, skacząc, zaczepiając domowników i brojąc, albo też gdy przyjdzie jej na to ochota udając sie na drzemkę w jakiś zaciszny kąt pomieszczenia lub... na Wasze kolana. Szynszyli nigdy nie należy pozostawiać bez opieki, przez cały czas mając na nią czujne oko - chyba, że Wasze mieszkanie jest bardzo "szynszylo-odporne" - ale taki stan rzeczy naprawdę trudno jest uzyskać. Dlatego lepiej jest uwierzyć w jej pomysłowość, niż w naszą zdolność przewidywania zdarzeń... I to właściwie tyle, ile powinniście wiedzieć na początek - teraz pozostaje już Wam tylko cieszyć się z radości Waszego podopiecznego i wzajemnie uczyć się siebie...
http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=19

Udar cieplny

Do udaru dochodzi w momencie, gdy zwierzątko nie jest w stanie poradzić sobie z usunięciem z organizmu nadmiaru ciepła. Ma to miejsce zwykle wtedy, gdy temperatura w pomieszczeniu utrzymuje się przez dłuższy czas w okolicach 25-27 stopni Celsjusza, przy jednocześnie podwyższonej wilgotności powietrza (dlatego też jeśli do chłodzenia pomieszczenia używacie elektrycznych nawilżaczy pary wodnej, to koniecznie kontrolujcie temperaturę otoczenia!)
Długotrwałe wystawienie szynszyli na bezpośrednie działanie promieni słonecznych, również może doprowadzić do takiego stanu.

Objawami udaru są: ciepłe lub gorące uszy i łapki (objaw gorączki), szybki, krótki oddech, (potem zaś oddychanie staje się wyraźnie utrudnione), utrata przytomności, a nawet zgon.
Jeśli zauważymy takie symptomy - powinniśmy takie zwierzątko natychmiast schłodzić wodą (mam tu na myśli kąpiel w chłodnej wodzie lub owinięcie mokrym ręcznikiem) i przenieść je do chłodniejszego pomieszczenia.
Koniecznie należy też zapewnić dostęp do świeżej wody, aby w każdej chwili mały mógł się napić.

Jeśli natomiast nasz podopieczny leży już w klatce zemdlony, należy w pierwszym rzędzie sprawdzić, czy nadal oddycha i czy bije mu serduszko.
Jeśli występują te oznaki życia, to od razu przenosimy go do chłodnego pomieszczenia i próbujemy cucić w ten sposób, że głowę (głównie uszy) i łapki moczymy chłodną wodą. Można też spróbować lekko dmuchnąć malcowi w nozdrza. Masować całe ciałko, aby pobudzić go do życia. Jeśli zacznie wracać do siebie, wtedy możemy( i 



                                                                          (Mój Pufcio)




powinniśmy) zmoczyć go całego.



Jeżeli jednak pomimo naszych interwencji zwierzątko jest nadal nieprzytomne, to bez wahania i natychmiast biegnijcie z nim do weterynarza. Poda on Waszemu futrzakowi środki pobudzające układ oddechowy i krążeniowy.

I ostatnia sytuacja (najgorsza...) - zwierzątko leży nieruchomo w klatce, po osłuchaniu go stwierdzamy, że nie ma oznak życia. Wtedy kładziemy malucha w chłodnym pomieszczeniu na prawym boczku i wykonujemy masaż serca. Uciskamy palcem wskazującym i środkowym. Ucisk powinien być na klatkę piersiową po lewej stronie pod łapką (czyli łapkę przesuwamy lekko do przodu). Ucisk ma być na tyle silny, ale zarazem delikatny, aby klatka ugięła się do połowy swojej głębokości; szybkość uciskania - co 1 sekundę jedno uciśniecie. Najważniejsze, aby ruchy były energiczne i regularne. Jeśli tylko uda Wam się przywrócić pracę serca, to maluch powinien zacząć także oddychać... I o ile tylko wszystko zacznie wracać do normy - nie musicie jechać z maluchem do weterynarza.
Jeżeli natomiast pomimo Waszych interwencji nie uda Wam się przywrócić futrzaka do życia, to z przykrością muszę powiedzieć, że nie ma już po co jechać do weterynarza, bo na reanimację (zanim dojedziecie) będzie już za późno.

http://szynszyla.ugu.pl/articles.php?article_id=25

Pochodzenie Szynszyli ....

Szynszyle to zwierzęta wywodzące sie z Ameryki Południowej,

zamieszkujące tereny Andów na wysokości od ok. 3000 do 5000 m n.p.m.,

będące częścią takich państw, jak Chile, Boliwia, Argentyna i Peru.

Szynszyle są świetnie przystosowane do czasem trudnych warunków
atmosferycznych występujących w ich środowisku naturalnym. Osobą
odpowiedzialną za pojawienie się szynszyli w USA i rozpoczęcie ich
hodowli w niewoli jest Mathias Chapman. W ten sposób zaczęły
powstawać fermy szynszyli, z czasem hodowle zostały przeniesione
do domów. Stały się ulubionymi zwierzątkami wielu indywidualnych
hodowców oraz ich dzieci.

Koty i Psy

Przede wszystkim uważajcie na koty! Szynszyle maja dla siebie jeden pokój, kot - resztę domu. Ten układ zadowala obie strony. Temat psa jest dużo bardziej złożony i już nie tak łatwy do rozstrzygnięcia... Co prawda, niemal każdy pies bez zastrzeżeń zaakceptuje nowego domownika, a z czasem obie strony zapałają do siebie sympatią, ale... może się zdarzyć tak, że nie mając nawet cienia złych zamiarów, pies może się przyczynić do tragedii. Są to jednak sytuacje tak rzadko spotykane, że można je raczej nazwać nieszczęśliwymi wypadkami.

Gryzałki

Szynszyli podobnie jak i innym gryzoniom zęby rosną 

przez całe życie. Dlatego też absolutnie koniecznie potrzebuje 

ona czegoś, na czym będzie mogła te zęby ścierać. Do tego 

celu najlepiej nadają się gałązki drzew owocowych (np. jabłoń, 
brzoza, leszczyna), ale też sprzedawane w sklepach zoologicznych
gryzadełka wykonane z kawałków aromatyzowanego drewna. 
Można też podobno podawać naszemu pupilowi kawałki dobrze 
wysuszonego chleba.